Cześć. Witajcie.
Zmieniło się tu trochę, może i trochę się we mnie zmieniło? Pewnie tak, i zmieniać się będzie.
Miejmy nadzieję, tą głupią nadzieję, że na lepsze.
Może to przez okres, może to przez złą pogodę, może to przez to że mam takie życie a nie inne, takie doświadczenia a nie inne, może przez to że jestem totalną kretynką.
Ale..
Może po prostu powinnam wyłączyć komputer, i pójść spać? Nie pisać w ogóle tej notki, nie słuchać po raz setny T.Love "To Wychowanie", tylko czekać na cud.
Może powinnam powiedzieć PRAWDĘ. Ale jaka ona jest?
Tyle myśli w głowie, żadnej konkretnej.
Jestem tak bardzo niezdecydowana. Chciałabym się nauczyć, jak być pewniejsza siebie. Tą lepszą mną.
Nie. Nie..
BOŻE, CHCĘ WRESZCIE ZNALEŹĆ KOGOŚ, KOGO BĘDĘ MOGŁA KOCHAĆ BEZ OGRANICZEŃ, KOGOŚ KTO BĘDZIE MNIE KOCHAŁ A JA JEGO, KTÓRY MI ZAKRĘCI W GŁOWIE!
JEŚLI TO TEN, O KTÓRYM MYŚLĘ, ZRÓB COŚ, ŻEBY TAK BYŁO.
CHCĘ MIEĆ PEWNOŚĆ, ŻE TO KTOŚ O KTÓRYM WŁAŚNIE MYŚLĘ.
KOPNIJ GO W TYŁEK, ŻEBY MI POWIEDZIAŁ TO CO CHCĘ USŁYSZEĆ.
ALBO DAJ MI KOPA W DUPĘ, ŻEBYM PRZESTAŁA ROBIĆ NADZIEJĘ.
wiesz, że mi przyjaźń nie wystarczy, że przez ten głupi rok to była głupia nadzieja na cud.
CZUJĘ, ŻE MNIE NIGDY NIE POKOCHA.
I CO?
Weź się w końcu w garść, i przestań mówić głupoty.
Znałam się z kimś 2 lata i bardzo przyjaźniłam- wtedy myslałam, że go znam. Tak naprawdę. Rozmawialiśmy o swoich problemach, śmialiśmy sie, ale była to znajomość typowo szkolna. Bardzo podobał mi się jego kumpl, który w sumie miał mnie/ nie miał w dupie- w zależności od nastroju.
OdpowiedzUsuńPóźniej, gdy straciłam nadzieję moim punktem zainteresowania stał sie chłopak (K), który po prostu nie był dla mnie. Tyle, że w mojej głowie był od zawsze, nawet gdy kręciło się z kimś innym w nadzeii na szczęście.
Czas leciał, mnie bolało szczęście ludzi na ulicy. Bolały mnie pary trzymajace się za ręce. Tak bardzo chciałam miec kogoś.. Ale IM BARDZIEJ CHCIAŁAM tym mniej perspektyw jawiło mi się w uczuciach.
I w końcu zmiana szkoły. Utrzymałam kontakt z chłopakiem (K). Doprowadziłam do tego, że dał mi szanse. Nie odzywamy się do siebie od października. Po prostu nie chcę go znać.
Moją nadzieję przyćmiła szkoła i totalny brak czasu. Jedyny przerywnik był pod koniec listopada, gdy przypomniałam sobie, że mój dawny przyjaciel ma za niedługo urodziny. Razem z moja kumpelą zabrałyśmy go w parę miejsc. Najzwyczajniej ja nie wiązałam z nim żadnych nadziei, ani on ze mna. Dogadywaliśmy się. Po prostu coś nas tknęło. W tym samym momencie. Przy jednej z wielu zimowych herbat podczas ferii.. Jesteśmy od ponad 5 miesięcy razem.
Dam Ci jedną radę: PRZESTAŃ SZUKAĆ A ZNAJDZIESZ. A raczej szczęście samo Cię dopadnie, czego Ci niezmiernie życzę.
Kasiek, to nie o to chodzi, że ja nadal szukam. Nie szukam. Nawet ktoś mnie znalazł(nie wymieniony w notce), ale niestety był to chybił trafił, bo ja nie mogę dać mu tego czego ode mnie oczekuje - miłości. I po jego przyjeździe, chcę zerwać z nim, by go nie oszukiwać. Wcześniej dochodziłam do wniosku że nie chcę mieć nikogo. I chyba to będzie najlepsze rozwiązanie, bo tego kogo kochałam, jest 700 km stą (wymieniony w notce), i czujemy bliskość. Ale to idiota, i nie będzie się ze mną wiązał, skoro mieszkam na drugim końcu Polski. Uważam, że jestem za młoda, i czekam CZEKAM na kogoś kto naprawdę mnie pokocha. A ta notka, napisana pod wpływem impulsu i bólu przeszłości.. I tego co aktualnie mój przyjaciel robi, mojego ogólnego chaosu. Dzięki za radę. :)
OdpowiedzUsuń