Jakoś półgodziny temu wstałam. Czyli po 11, a miałam generalnie wstać o godzinie 8. Obudził mnie mój brat z młodszą siostrą... Teraz siedzę przed moim pecetem, jem moją sałatkę (banan, mandarynki - a to wszystko pociachane - oprócz tego chrupki chocapic i polane wszystko jogurtem. So yummy!) i patrzę przez okno. W nocy spadło ogromnie dużo śniegu... Wszędzie biało. Słucham muzyki z iPoda. Dzwoni telefon z dźwiękiem "Jingle Bells". Oo, to do mnie! Dominika! Jutro urządzamy u niej Sylwestra, razem z Weroniką < 3. Ahh, nie mogę się doczekać.
Wczoraj byłam w Bonarce City Centerz z Olusią(jej blog macie w obeserwatorach), Mirą - no i co że pozwolili Ci być godzinę - było zajebiście, i bardzo się cieszę że byłaś choć na tyle ; * i z naszym biednym Szymonem który był sam jako chłopak < 3 :D. Ja chcę jeszcze raz, baunsować po Smyku, szukać płaszcza w Zarze, pić zbyt słodką latte, śmiać się ze wszystkiego i ze wszystkich! Chcę by pogoda taka jak wczoraj była wieczna, żeby słońce muskało mi twarz, chcę cieszyć się z pięknego dnia. To poprawia mi humor o 180 stopni. Nie myśleć o rzeczach ważnych, tylko o rzeczach pięknych, o MARZENIACH, o wszystkim co mnie otacza.
Spróbować zapomnieć o tych 4 miesiącach, o zabijaniu myśli. Chcę by ten rok zapisał się w mojej pamięci jako piękny sen który nigdy się nie spełnił. Ale może się spełni. Z kimś innym.
Kończąc moje śniadanie, kończę tego posta. Muszę dodzwonić się do Madzi by iść razem do M1, muszę kupić jeszcze parę rzeczy na Sylwka.
"Ona ma siłę, nie wiesz jak wielką, umierała długo teraz rodzi się lekko - nie dla ciebie"