Cześć.
Minął ponad miesiąc od ostatniego wpisu. Dość dużo się wydarzyło.
Więcej załamań niż uniesień. Choć one też bywały. Próbuję wychodzić wciąż na prostą, próbuję szukać swojej drogi, a jak już czuję że ją mam, wymyka mi się.
Tak samo jak postanowienia. Czy coś już zrobiłam? Nauczyłam się czegoś ważnego, wyciągnęłam wnioski? Zmieniłam coś ważnego? Coś złego na dobre?
Nie.
Ciągle upadam. Choć tak naprawdę, hartuję się. Czuję się już dość gruboskórna, przez te wszystkie zapadnięcia.
Chcę CHCIEĆ. Tak bardzo chcę tego.
Już sama się gubię. Chcę żyć!
Mam przeczucie że muszę coś o Nim napisać. Nie.
Co z tego że mnie traci.
Boję się. Już sama nie wiem.
Życie - pasmo wątpliwości. Tak naprawdę nie jestem już niczego pewna.
Wiem, analizowanie bez sensu.
Życie jest za krótkie. Za krótkie.
KIEDY WRESZCIE SIĘ ODNAJDĘ?
Codziennie zadaje sobie to samo pytanie.
OdpowiedzUsuńGdy już myślę , że jest dobrze i że to jest to, to następnego dnia znowu wracam do rzeczywistości i okazuje się że jeszcze nie teraz.
Czasem myślę , że to moja wina, że to dziwny rodzaj masochizmu, że widzę to co chce widzieć , albo wszystko interpretuje "nie tak" jak trzeba. Ale sama już nie wiem.
Może właśnie do tego zostałyśmy stworzone? Do ciągłego szukania własnej drogi, do upadków które mają nad dać zdwojoną siłę , a potem gdy już odnajdziemy właściwą drogę będziemy mogły czerpać z tego ogromną satysfakcję Bo przecież się nie poddałyśmy :)
Ola no nareszcie coś napisałaś! ;*
OdpowiedzUsuńnie możesz się poddawać pamiętaj że trzeba dążyć do celu chociażby dla własnej satysfakcji ;)