I znowu wracamy do punktu wyjścia. Aktualnie jestem w Gdyni.
Wszystko się z nim posypało. Nie wiem. Boże, a tak bardzo prosiłam Cię o siłę. O mądrość.
Może ja sama nie chcę? Pomóż mi zdecydować! Bo ja już sama nie wiem co robić. Jak odpowiedzieć sobie na tyle pytań. Nie zależy mi? Możliwe.
Nie wiem. Znowu ta nie pewność.. Warto?
Czy jednak nie?
Pogodzić się ze stratą najlepszego przyjaciela? A czy on w ogóle nim był?
Czy tak łatwo zapomniałam przeszłość?
Co ma być teraz? Jak się zachować?
"Weź na luz". Tak. Tak. Ale się nie da.
Za kilka dni będę w Krakowie. Nowe liceum. Nowi ludzie. Może zapomnę?
Czy wrócą wspomnienia? Teraz one w ogóle nie przychodzą.
Może nie chcą?
Tak bardzo się od siebie różnimy.
Oczekujesz ode mnie czegoś, co nie jest w moim typie.
Nie wymagaj ode mnie.
Nie kochasz mnie.
Pewnie chcesz by stał się cud, i jakoś sie we mnie zakochasz.
Wyśmiewasz to jak się poznaliśmy. Wyśmiewasz samego siebie.
Powiedz co czujesz!
Tak. Monika jest ideałem. Mistrzyni słodkich słów.
Mam dość. Nie mam już łez. Nastała faza nienawiści i gniewu.
Nie obchodzi mnie Twoje zdanie już.
Nie walczę o Ciebie. Nie mam ochoty.
Czy Ty walczysz o mnie? Chcesz mnie?
To powiedz mi o tym.
Ja i mój przyjaciel 2 tygodnie temu przekroczyliśmy pewną granicę. Nie opłaciło się, bo przestał się odzywać... Ostatnio znalazłam przez przypadek jego zdjęcie... I teraz czytam co napisałaś i płaczę, bo dosłownie czytam swoje myśli...
OdpowiedzUsuń